czwartek, 24 stycznia 2013

Polskie kino też może urzekać



Jest parę filmów, które określiłabym mianem „hipnotyzujących,” albo przejmujących wręcz nasze funkcje życiowe. Podczas oglądania takich filmów oddychamy w ich rytmie, nasze ciało mimowolnie poddaje się wszystkim bodźcom płynącym z ekranu. Są to filmy, które przenoszą nas do innej rzeczywistości, do naszej świadomości siebie i otoczenia, do tego co wyparte przez nacisk społecznych i kulturowych ograniczeń. Do takich filmów, w moim subiektywnym odczuciu, zalicza się „W Sypialni” Tomasza Wasilewskiego.
Tomasz Wasilewski zrobił coś, co zasługuje na ogromne uznanie; kobieta nie jest tu pasywna, nie jest ozdobą, do czego przyzwyczaiło nas kino. W tym filmie postać kobieca jest aktywnym czynnikiem, perspektywą przez którą czujemy fabułę. Warto również wspomnieć, że budżet tego filmu był bardzo niski, praktycznie żaden, a mimo to produkcja zyskała duże uznanie, głównie za granicą. W tym miejscu przychodzi mi do głowy myśl, że może to właśnie brak funduszy sprawił, że obraz jest tak realistyczny. Nie ma w nim upiększeń, ozdobników, wszystko wydaje się takie zwyczajne. A w tej jego zwyczajności tkwi wielki urok.
Nie chcę zdradzać żadnego szczegółu dotyczącego samej fabuły. Mogę natomiast zapewnić, że oprócz poruszenia, serwuje sporą dawkę humoru. Myślę, też, że wielu osobom film się zwyczajnie nie będzie podobał. Jeśli ktoś oczekuje konkretnych akcji, skomplikowanych dialogów, muzyki wbijającej w fotel, z pewnością się zawiedzie. Natomiast ci, którzy go docenią będą wiedzieli doskonale o czym mówię. Jego rytm, kolor, ujęcia, montaż, postacie i dźwięki tworzą całość, która, pomimo pewnej szorstkości, po prostu urzeka i nie pozwala nam o sobie zapomnieć.


J.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz